Konstytucja nie jest źródłem prawa – czyli Zasady Norymberskie

Wielu ludzi, którzy wolność traktują poważnie, walczy o to, aby nie poddać się rządowym wymuszeniom – mowa tu np. o restrykcjach w przemieszczaniu się, zakazach prowadzenia działalności i tym podobne. Analizują akty prawne i powołują się na konstytucję, wskazując, że wspomniane restrykcje bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego są z ową konstytucją niezgodne, zatem nieobowiązujące.

Nie jestem prawnikiem – może tak jest, może nie – nie wiem. Ale co wtedy, gry rząd jednak wprowadzi stan wyjątkowy? Jak wtedy zareagujemy na wymuszenia? Czym wtedy będziemy się bronić przed przemocą aparatu państwa? Wszystko będzie zgodne z konstytucją, najważniejszym aktem prawnym, źródłem prawa w kraju. Amunicja wyczerpana…

No właśnie – ta konstytucja; czy rzeczywiście jest ona źródłem prawa w kraju? Co, jeśli w konstytucji byłoby zapisane, że każdy człowiek ma możliwość okraść sąsiada? Czy ten zapis byłby ważny? Zastanówmy się. W rozważaniach cofnijmy się około 80 lat wstecz: niedawno skończyła się II Woja Światowa a w Norymberdze, na szubienicznym sznurze zawisł, dyndając zawadiacko, pierwszy nazistowski terrorysta – za nim kolejni; efekt to tak zwanych Procesów Norymberskich.

Jeśli można cokolwiek dobrego wydestylować z horrorów I-szej połowy XX w., tym czymś byłyby właśnie wspomniane Procesy Norymberskie, podczas których nie tylko skazano na śmierć hitlerowskich zbrodniarzy, ale również stworzono niesamowity precedens. Na czym polegał?

Alianci, po pokonaniu Hitlera postanowili, że zniżanie się do poziomu zbrodniarzy i dokonanie samosądu poprzez ich natychmiastowe rozstrzelanie to nie najlepszy pomysł – stąd decyzja o zorganizowaniu trybunału wojskowego i przeprowadzeniu serii rozpraw sądowych. Sprawiedliwy proces wymaga jednak, aby oskarżony mógł się bronić i podważać przedstawiony materiał dowodowy; umożliwiono więc hitlerowcom dostęp do samodzielnie wybranych adwokatów.

Kolejną cechą sprawiedliwego sądu jest opieranie wyroku na prawie, a nie na tym, „jak być powinno”, czy – „jak czuję”. I tu pojawił się pierwszy problem dla strony oskarżenia – Hitlerowcy opierali swoje działania właśnie na… prawie – prawie, które sami ustanowili. Postępowali więc zgodnie z prawem! A skazuje się przecież tych, którzy prawo łamią, nieprawdaż? Jakże więc skazać tych, którzy trzymali się jego litery?

Wyraźnie coś tu nie gra w takim rozumowaniu. Patrząc na niemieckie prawo, które ewidentnie służyło uzasadnianiu bestialstwa zauważono, że prawo uchwalone przez aparat państwa nie jest czymś, do czego bezwzględnie należy się stosować. Przykłady prawa w nazistowskich Niemczech:

Przykład nr 1: Żydzi zostają zmuszeni oddać całą biżuterię, która przedstawia jakąkolwiek wartość. (Co powinien zrobić taki Żyd? Postępować zgodnie z prawem i oddać?)

Przykład nr 2: napaści przez obywateli niemieckich na Żydów nie są karalne, zgodnie z zasadą niemieckich sądów: „Cokolwiek jest dobre dla Niemiec, jest legalne”. (Czy można nie ukarać obywatela Niemiec, jeśli dopuści się obrabowania żydowskiego sklepu – mimo, iż czyn jest legalny?)

Dla każdego człowieka dobrej woli odpowiedzi do przykładów 1 i 2 brzmią oczywiście: nie – nie. W takich przypadkach prawo – należy – łamać. A więc – wracając do wspomnianego precedensu – polegał on na tym, że po raz pierwszy skodyfikowano pewne (z perspektywy czasu oczywiste) zasady, nazwane Zasadami Norymberskimi; pierwsze trzy brzmią tak:

Zasada I: Każda osoba popełniająca czyn, który określany jest jako przestępstwo według prawa międzynarodowego, odpowiada za popełnienie przestępstwa i podlega karze.

Zasada II: Fakt, że prawo danego państwa nie nakłada kary za czyn, który określany jest jako przestępstwo według prawa międzynarodowego, nie zwalnia osoby, która dopuściła się tego czynu, z odpowiedzialności przed prawem międzynarodowym.

Zasada III: Fakt, że osoba popełniająca czyn, który określany jest jako przestępstwo według prawa międzynarodowego, działała jako głowa państwa lub członek rządu, nie zwalnia osoby z odpowiedzialności przed prawem międzynarodowym.

Bingo! Teraz wymówka hitlerowców, że postępowali zgodnie z prawem, warta jest tyle, co ich sumienia. No – prawie. Bo jak określić owo prawo międzynarodowe? Z tym również się zmierzono.

Prawo międzynarodowe określano jako zestaw reguł, norm, standardów powszechnie akceptowanych w relacjach pomiędzy narodami; stanowi wytyczne i wspólne ramy zachowań; to coś, co jest jedno, jednakowe dla wszystkich, niezmienialne, nienaruszalne; to prawo, którego nie można ustanawiać, ale odkrywać – tak, jak odkrywa się prawa natury. Coś, co jest naturalne… Tak! To prawo naturalne! – prawo, które można skonkretyzować, spisać, skodyfikować – na przykład w postaci praw człowieka!

Tak też uczyniono, i równolegle do przebiegu Procesów Norymberskich pracowano nad Powszechną Deklarację Praw Człowieka, o której już wspominałem w innym felietonie.

Pozwolę sobie w tym miejscu wysunąć własne spostrzeżenie. Nic dziwnego, że naziści uważali prawo stanowione za obowiązujące. Byli w końcu spadkobiercami tzw. pozytywizmu prawniczego. Pozytywizm prawniczy to pogląd powstały w XIX w. który sugerował, że nie istnieje coś takiego jak prawo naturalne; że prawo tworzą rządzący zgodnie ze swoimi decyzjami, a ludność będzie kształtować swoją naturę podług tego ustanowionego prawa. Myśl pozytywizmu prawniczego obecna była m.in. u Marksa, na dziełach którego budowały (i nadal budują) bazę intelektualną wszelkie ideologie, w tym hitlerowska.

Wróćmy jednak jeszcze na moment do samych Procesów Norymberskich. Wydawało się, że, linia obrony nazistów padła – argument, że prawo niemieckie pozwalało na zbrodnie, nie może być podstawą uniewinnienia. Państwowe prawo jest ważne tylko wtedy, gdy jest zgodne z prawem wyższego rzędu, czyli z prawami człowieka. Ale Hitlerowcy się nie poddają; przechodzą do kontrofensywy tłumacząc, że – w porządku – w świetle praw człowieka popełniali zbrodnie ale w wielu przypadkach… tylko wykonywali rozkazy, i nie do nich należała decyzja. I faktycznie – zwykle była to prawda! Była to zasadnicza linia obrony nazistów, a frazy: „ja tylko wykonywałem rozkazy przełożonego”, albo niemieckie: „rozkaz jest rozkaz” – przeszły już do historii; obrona tego typu zyskała później miano Obrony Norymberskiej. Czy można zatem tych, którzy „tylko” wykonywali rozkazy – uniewinnić? Po raz wtóry: wyraźnie coś tu nie gra w takim rozumowaniu.

I tak powstała czwarta Zasada Norymberska, która brzmi:

Zasada IV: Fakt, że osoba działała zgodnie z rozkazem od swojego rządu albo przełożonego nie zwalnia jej z odpowiedzialności przed prawem międzynarodowym, pod warunkiem, że wybór moralny był możliwy.

Ostatecznie, za pomocą Zasad Norymberskich, których w sumie było siedem, skazano hitlerowców – przyjmując rozumowanie, że jeżeli prawo stanowione jest niezgodne z prawem naturalnym, prawo stanowione nie obowiązuje, a jeżeli przełożony rozkazuje go przestrzegać, rozkaz należy złamać.

I na tym mógłbym zakończyć rozważania, ale chciałbym dodać do całej tej historii parę słów od siebie. Pojęcie „prawo stanowione” w zasadzie uważam za błędne. Wynika ono ze wspomnianego pozytywizmu prawniczego, który – jak, mam nadzieję, widać już wyraźnie – jest błędny; skoro prawa stanowić nie można, wiec „prawo stanowione” to oksymoron! Aby rozwiązać tę sprzeczność z pomocą przychodzi język! Który rozróżnia pojęcia: prawo i przepisy. Jak to czytelnie zobrazować? Najlepiej na przykładzie.

Przepisy; na przykład na ciasto. Chcesz upiec piernika – więc masz podane, krok po kroku, co trzeba zrobić, aby osiągnąć efekt. Wsyp mąkę, jajka, mieszasz, pieczesz i – zrobione! (W moim przypadku zakalec).

Przepisy; na przykład o ruchu drogowym. Chcesz dojechać z punktu A do B – więc masz podane, krok po kroku, co trzeba zrobić, aby osiągnąć efekt. Jedź po prawej stronie, ustąp pierwszeństwa tu, włącz „kierunek” tam i – zrobione!

Takie dokumenty można stanowić do woli – nie jest to prawo, a przepisy. Zatem nie: Prawo o Ruchu Drogowym, tylko: Przepisy o Ruchu Drogowym; Nie: Prawo Budowlane, tylko: Przepisy Budowlane. Nie: Prawo Gospodarcze, tylko: Przepisy Gospodarcze.

Przy stanowieniu przepisów pamiętać należy (o czym w sposób dyplomatycznie niedwuznaczny przypomniano hitlerowcom), że muszą być one w zgodzie z prawem (prawami człowieka). Jeśli w przepisie na piernika znajdziesz zapis, że jajko należy zabrać sąsiadowi… cóż, resztę dopowiedz sobie samodzielnie.

Jak pisałem w innym felietonie, Powszechna Deklaracja Praw Człowieka nie jest dokumentem doskonałym – zawiera mnóstwo „praw człowieka”, które, po głębszym zastanowieniu, prawami człowieka nie są. Jednak już sama próba skodyfikowania tych praw jest wielkim krokiem ludzkości naprzód! Wiemy przynajmniej jedno – prawo jest jednakowe dla wszystkich, niezmienialne, nienaruszalne, i nie można go stanowić – można je tylko spisać.  Stanowić można przepisy – pamiętając, że muszą być one zgodne z prawem naturalnym.

Zatem, niech to będzie czytelne:

  • Prawo – prawo naturalne, spisane jako prawa człowieka
  • Przepisy – konstytucja, ustawy, rozporządzenia, uchwały, normy

A więc, wracając do początku – konstytucja nie jest źródłem prawa. Konstytucja jest źródłem przepisów i sama, będąc przepisem, musi być zgodna z prawem naturalnym, prawami człowieka, czyli po prostu prawem. Wszelkie paragrafy niezgodne z prawem to zapisy niewiążące i nie obowiązują.

Pragnę tym samym po raz kolejny zaapelować do administracji państwowej i parlamentarzystów w Polsce  – natychmiast uchylcie wszystkie zakazy i wymuszenia, które wprowadziliście podczas epidemii COVID-19, a następnie wejdźcie na drogę dostosowania przepisów już uprzednio istniejących tak, aby były zgodne z prawem:

  • systematycznie zmniejszajcie opodatkowanie (prawo do własności),
  • uchylajcie istniejące wymuszenia gospodarcze stosując deregulację (prawo do wolności),
  • znoście państwowe monopole i licencje (prawo do rozwoju)
  • uwolnijcie służbę zdrowia (prawo do życia),
  • uwolnijcie sądy i dostęp do broni (prawo do niedoznawania krzywd)

Podążanie w kierunku przeciwnym musi być uznane za działanie wbrew prawu. Premierze, ministrze, sekretarzu, parlamentarzysto, służbisto – kimkolwiek jesteś – tworząc, bądź świadomie egzekwując przepisy niezgodne z prawem narażasz się na odpowiedzialność karną. Póki co, unikasz jej tylko dlatego, że osłaniający cię aparat państwa posiada monopol na przemoc; III Rzesza też ją posiadała – do czasu. Zapamiętaj dobrze owe Zasady Norymberskie: powoływanie się na przepisy krajowe, czy „tylko-wykonywanie-rozkazów”, nie stanowi wymówki, która cię chroni. Za naruszenie prawa odpowiadasz ty; nie przepis, nie przełożony – ty. Miej tego świadomość, zanim kolejny raz przyłożysz rękę do jeszcze głębszego naruszenia ludziom ich nienaruszalnych praw.



Źródła

Zasady Norymberskie

Prawo w nazistowskich Niemczech

Obrona Norymberska

Procesy Norymberskie

Prawo Międzynarodowe

Grafika od Arek Socha z Pixabay

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *