Wolność jest jak dziecko

Niedawno rozmawiałem z koleżanką na temat petycji do Premiera, w sprawie uchylenia rządowych restrykcji którą złożyłem w ubiegłym tygodniu. Ironizowała – po przeczytaniu – że stosuję zbyt trudne dla Premiera słownictwo, którego nie zrozumie, typu: „prawa człowieka, demokracja, wolność”. Powinienem raczej mówić jego językiem, stosując zwroty takie jak: „więzienie, szaleństwo, sprawa w sądzie”. Ewidentnie budziła się w niej niezgoda na owe rządowe nakazy i zakazy. I gdy już myślałem, że koleżanka jest po jasnej stronie mocy i dodałem, że wchodzi kolejne wymuszenie w postaci obowiązku noszenia masek, dodała: „a to akurat dobrze”.

Wtedy zdałem sobie sprawę z 2-ch rzeczy. Pierwsza, że moja koleżanka myśli w następujący sposób: Jeśli nie zgadzam w konkretnej sprawie z rządem, ta regulacja to zamach na wolność. Jeśli się zgadzam – to brawa dla rządu.  Druga rzecz to fakt, że ja często myślę dokładnie tak samo i odnoszę wrażenie, że w większym lub mniejszym stopniu myśli tak każdy z nas. I powrócił mi w pamięci znany cytat Benjamina Franklina:

„Ci, którzy oddają podstawową wolność aby kupić sobie nieco bezpieczeństwa, nie zasługują ani na wolność, ani na bezpieczeństwo.”

Mam bardzo ambiwalentne odczucia wobec tego kryzysu. Z jednej strony jestem pełen gniewu, sprawiedliwego gniewu na administrację państwową, która w coraz wyraźniej zajmuje nienależne sobie miejsce. Z drugiej strony ta sytuacja zmusiła mnie do zastanowienia się nad fundamentami moich przekonań i zrozumienia, że wolności nie można relatywizować i uzasadniać jej korzyściami.

Uważam, że wolność jest jak dziecko. Jeśli jesteś rodzicem pewnie powiesz, że dziecko jest najpiękniejszym skarbem, jaki mógł ci się przytrafić. Jednocześnie przyznasz, że często bywa męczące, wydajesz na nie krwawicę, wymaga uwagi, nierzadko jesteś przemęczony i masz dosyć. Nie wyrzekasz się go jednak – to jest Twoje dziecko! Jest dla ciebie wartościowe niezależnie od tego, ile musisz na nie poświęcić. No, chyba że jesteś wyrodną matką czy ojcem, które o dziecku przypomina sobie wtedy, kiedy trzeba odśnieżyć podjazd, wziąć 500+, lub pochwalić się przed rodziną; a kiedy dziecko czegoś od ciebie chce, każesz mu iść do diabła i nie zawracać głowy.

Zadałem sobie pytanie, czy ja jestem jak ten wyrodny rodzic i o wolność apeluję wtedy, kiedy jest mi z nią po drodze, a gdy nie, wtedy o na nie walczę. Ten kryzys pozwolił mi w dużej mierze otworzyć oczy, umysł oraz serce i zrozumieć, że – jak napisał Henry David Thoreau w opublikowanym już w 1849 eseju „Nieposłuszeństwo obywatelskie”:

„Jeśli niesprawiedliwie wyrwałem deskę spod tonącego człowieka, muszę mu ją zwrócić, nawet jeśli sam utonę”.

Jeśli myślę inaczej, jestem dupkiem. Również jeśli ty myślisz inaczej, jesteś wielką/wielkim, oślizłym dupkiem; i oboje – zgodnie ze słowami Franklina – nie zasługujemy ani na wolność, ani na bezpieczeństwo.

Zadam sobie dziś pytanie i proszę cię, ty również je sobie zadaj. Czy grzmię o łamaniu praworządności, praw człowieka, wolności wtedy, gdy ten brak wolności wprowadzany przez rząd jest dla mnie niekorzystny, w kiedy w tych wymuszeniach widzę jakąś korzyść (dla siebie czy moich bliskich), wtedy mówię: w porządku, niech wolność zabierają?

To jest pytanie na dziś. Więc, jak jest?

Grafika od Aamir Mohd Khan z Pixabay

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *